Press "Enter" to skip to content

Kryzys w pracy = kryzys w sypialni??

Zawsze żyłem szybko. Praca była dla mnie wszystkim, piąłem się po szczeblach kariery i dzisiaj mogę powiedzieć, że zaszedłem daleko. Nie ukrywam, że jest to główny powód tego, że nigdy się nie ożeniłem – po prostu nie miałem na to czasu. Kobiet jednak nigdy w moim życiu nie brakowało. Jakieś randki, przelotne relacje, nawet kilka krótkich związków… Wszystko to przeżyłem, ale najwięcej było mimo wszystko jednonocnych przygód. Wydaje mi się, że nie jestem specjalnie przystojny, ale dzięki treningom mam wysportowane, umięśnione ciało, kasy mi nie brakuje, a i żartem w odpowiedniej chwili też potrafię rzucić. Przede wszystkim jednak, panowie, pewność siebie! To jest to, co panienki przyciąga jak magnes! Uwierzcie mi, sprawdziłem to wielokrotnie.

Seks to też ogromna siła. Kiedyś leciałem na ilość, ważny był dla mnie sam fakt. Z czasem coraz bardziej przykładałem jednak uwagę do tego JAK to robić, w jaki sposób – żeby lepiej, dłużej, przyjemniej… Wtedy dopiero utwierdziłem się w przekonaniu, że jeśli w seksie naprawdę się postaram, kobieta potrafi się cudownie odwdzięczyć! (Kiedy mówię o „jednonocnych” przygodach, to naprawdę chodzi mi o NOC, a nie przysłowiowe „5 minut” ).

Przez dłuższy czas seks był dla mnie źródłem satysfakcji, dumy, jak również pewności siebie. Czułem się prawdziwym mężczyzną, wiedziałem, że zawsze mogę liczyć na swoją męskość, na to, że stanę na wysokości zadania.

Niestety do czasu. Punktem zwrotnym okazał się kwiecień, kiedy w naszej firmie miał miejsce audyt, czyli kompleksowa kontrola naszych finansów i działań. Niestety pojawiło się podejrzenie nieprawidłowości i nieścisłości w papierach. Nie będę wchodził w szczegóły, ale był to dla mnie okres maksymalnego napięcia i stresu. Poczułem, że pali mi się pod nogami. Mój dzień pracy wydłużył się do jakichś 14 godzin, miałem niewiele czasu na cokolwiek innego. Mimo to, po pewnym szczególnie intensywnym dniu, postanowiłem wyluzować się chociaż na kilka chwil i poszedłem do baru blisko mojego biura. Tam poznałem Kingę. Bardzo szybko trafiliśmy do jej sypialni.

I stało się. A właściwie… nie stało. Miałem wrażenie, że mój penis zwyczajnie nie należy do mnie. Miałem obok siebie gorącą laskę, która robiła co mogła, żebyśmy dobrze spędzili ten wieczór, ale niewiele to pomogło. W pewnym momencie osiągnąłem jakąś połowiczną erekcję, ale było to jeszcze bardziej żałosne.

Najgorsze jest to, że od tamtej pory minęło już kilka tygodni, a moja niedyspozycja nie mija! Kryzys w firmie się skończył – oczywiście więcej było krzyku i stresu niż było to warte. Myślałem, że „mój kryzys” też minął, ale nie mogłem się bardziej mylić. Próbowałem już kilka razu odbudować swoje poczucie męskości z różnymi kobietami. Tylko raz wszystko było w miarę ok. Raz!

Jestem przerażony, czy miał ktoś z was taką sytuację? Jak sobie radziliście, coś bierzecie? Przecież nie mogłem się stać z dnia na dzień, od tak, impotentem! Bo nie mogłem, nie??

4 komentarze

  1. Anka
    Anka 17 lutego 2017

    … I żyli długo i szczęśliwie!! 😉

  2. Janko
    Janko 17 lutego 2017

    A ja mam inny problem – czasem wszystko u mnie działa bez zarzutu, a czasem… szkoda gadać. I co z tym robić??

  3. Edzix
    Edzix 17 lutego 2017

    Eron ci na pewno nie zaszkodzi, a może też pomoże? Kto nie próbuje ten nie pije szampana!!

  4. Czterdziestolatek
    Czterdziestolatek 17 lutego 2017

    Brałbym tabletki garściami. Byle było z kim je wypróbować..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *